Cytat w tytule jest autorstwa 4,5 rocznego chłopca, którym opiekowałam się do niedawna, a teraz często chodzę do moich łobuziaków po godzinach :) Akcja rozgrywa się przy niebieskim stoliku podczas kolacji. Chłopcy- czyli większy wcześniej wspomniany i mniejszy 3letni siedzą sobie grzecznie na krzesełkach i chrupią płateczki z mleczkiem :) Nagle młodszy rozrabiaka krzyczy, że chce do łapki auto, na co starszy poważnym tonem odpowiedzialnego brata odpowiada: " Nie możesz. Nie robimy takich rzeczy przy jedzeniu. Musisz się mnie słuchać maluchu, bo ja jestem druga ciocia." Na te słowa maluch zamknął swego słodkiego buziaka, auta już nie chciał i dalej grzecznie jadł kolację :) No i ładnie, okazuje się ze mam małego następcę który delikatnie mnie małpuje :) A tak całkiem serio to byłam dumna w tym momencie, że ta moja cała czteroletnia paplanina nie poszła na marne...
A teraz konkrety :)
Co zrobić żeby
taka mała istotka chciała brać z nas przykład, słuchać nas, a może nawet
podziwiać i stawiać sobie za autorytet? Jak sprawić żeby dziecko nas słuchało?
Pracę trzeba rozpocząć jak najwcześniej- od urodzenia. Nie, nie oznacza to, że
mamy mu rozkazywać od kiedy tylko przyniesiemy maleństwo do domu. Oznacza o że
wszystkie nasze zachowania i decyzje powinny być w pełni świadome, przemyślane
i ku osiągnięciu celu nie poddamy się z błahych powodów. Najważniejszą rzeczą w
wychowaniu dziecka jest tworzenie planu dnia- pierwszej próby usystematyzowania
życia dziecka. Należy takiemu niemowlaczkowi ustalić rytualny tryb dnia- każda
pora powinna być przeznaczona na inne czynności- dzięki temu dziecko przyzwyczai
się i będzie miało swobodę przewidywalności dnia przez co będzie się czuło
bezpiecznie i spokojnie. Pory obiadku, pory snu czy aktywności nie powinny być
chaotyczne i przypadkowe- ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność- nie
musimy ciągle patrzeć na zegarek i budzić dzidziusia kiedy smacznie sobie śpi
„bo już godzinka jedzonka nastała”.
Około 10 miesiąca życia kiedy dzidzia zaczyna już pełzać a potem raczkować
wprowadzamy zasady- nie wolno ruszać np. sprzętu domowego czy telefonu mamusi,
nie wolno wchodzić ( czyt. pełzać :))
do kosza na śmieci itp. Wszystkiego czego uczymy nasze dziecko trzeba
przestrzegać i pamiętajmy nic tak nie działa na dziecko jak dobry przykład !
Jeżeli mamusia mówi- przed jedzonkiem idziemy umyć łapki to trzeba robić to
wspólnie- kto z nas by zrozumiał że coś trzeba koniecznie zrobić jeżeli wszyscy
dookoła by tego nie robili tylko o tym gadali? :)
Pierwsze rytuały, zakazy i nakazy mam za sobą, ale niestety to nie jest już
droga z górki…wręcz przeciwnie- nastaje etap tak zwanego- okrytego mroczną
tajemnicą terminu „buntu dwulataka”. Ten niechlubny okres zaczyna się jeszcze
przed drugim rokiem życia maleństwa a kończy- z praktyki wiem- różnie. Ale nie
ma co się bać, jeżeli posiada się odpowiednią wiedzę wszystko przychodzi z
łatwością- no oczywiście przy dobrych chęciach. Trzeba trzymać się zasad-
*rodzice są
starsi i trzeba się ich słuchać
*rodzice wydają
słuszne polecenia których trzeba przestrzegać
*na rodzicach
należy polegać, bo są doświadczeni i chcą jak najlepiej dla swojego dziecka
*napady złości
i płaczu należy przeczekać, dopiero potem rozpocząć rozmowę
*rozmowa o
zachowaniu i uczuciach jest konieczna.
Etap buntu
dwulatka charakteryzuje się jak sama nazwa wskazuje buntowniczym zachowaniem
dziecka wobec świata, nie oznacza to że nagle słodki bobasek staje się wredną
małą istotą której celem jest zatrucie dorosłym życia- chociaż nieraz tak to
wygląda. Dziecko około drugiego roku życia zaczyna dokładniej pojmować świat
dookoła, zaczyna rozumieć że rządzą nim reguły- zasady i nakazy których niby
należy przestrzegać- ale po co? Tego dziecko nie jest w stanie od razu pojąć,
podkreśla swą autonomiczność i swój jedyny i niepowtarzalny charakter.
Nieustannie chce coś odkrywać, sprawdzać, brać do rąk a przede wszystkim robić
to po swojemu. Nie jest ono w stanie zrozumieć dlaczego nie może mieć
wszystkiego co znajduje się na sklepowych półkach? Czemu trzeba już iść do domu
kiedy na placu zabaw jest tak wesoło? Czemu trzeba jeść te wstrętne warzywa
kiedy słodycze są takie smaczne? I wiele wiele wiele innych ...
Jak to się wszystko kończy? Krzykiem, kładzeniem się na ziemie, płaczem a
czasem samo okaleczeniom- jeżeli dziecko kiedyś słyszało negatywne, obraźliwe
słowa ze strony rodziców może teraz odwrócić role i mamusie wyzwać od brzydkich,
głupich itp. Jeżeli rodzice szturchali kiedykolwiek lub bili dziecko (tak tak
takie rzeczy się zdarzają niewiarygodnie często) to dziecko może taką mamusię
uderzyć- np. spoliczkować ( widziałam takie przypadki niestety…) Jak zachować
się wobec takiego dziecka- wkurzonego błahym (dla nas) powodem?
*Trzymamy się
reguł i zasad wcześniej ustalonych
*Nie reagujemy
na płacz wymuszający zmianę naszych postulatów
*Rozmawiamy z
dzieckiem spokojnie ale stanowczo
*Uzasadniamy
regułę
*Nie reagujemy
na histerię, wychodzimy do drugiego pokoju
*Jeżeli mamy
takie miejsce gdzie dziecko jest sadzane aby się uspokoiło- zostawiamy je tam
żeby się wypłakało
*Nie rozmawiamy
z dzieckiem gdy jest w histerii i tak nie słyszy tego co do niego mówmy
*Dajemy dziecku
czas na ochłonięcie
*Kiedy
przestaje płakać, krzyczeć itp. Zaczynamy rozmowę o tym co się stało.
Ja zawsze po
ataku histerii czy demonstracji przez dziecko swych sił, gdy już się uspokoiło
i doszło do siebie najpierw podchodziłam do delikwenta i przytulałam. Potem
klęcząc przy nim bądź sadzając sobie go na kolanach w miejscu przeznaczonym do wyciszania-
czyli w naszym przypadku w kąciku- zaczynaliśmy rozmowę. Mówiłam wtedy zwykle „
Jest mi bardzo przykro i smutno bo przed chwilą zachowywałeś się bardzo
brzydko. Nie wolno jest krzyczeć i wymuszać…nie wolno jest bawić się rzeczami
dorosłych…” itp. Ważne jest żeby zawsze mówić o uczuciach, to zawsze otwiera
drugą jednostkę do nas i wzbudza empatię. Jak chłopcy byli już starsi i umieli
mówić też chętnie opowiadali o swoich uczuciach i dlaczego tak brzydko się
zachowywali. Takich sytuacji w okresie buntu jest mnóstwo- nie należy się jednak
zrażać- jeżeli będziemy mocno przestrzegać zasad to okres ten szybko
minie, a dziecko pojmie że świat ma swoje reguły dzięki którym dobrze funkcjonuje
A i jeszcze jedno- takie akcje płaczu mogą się zdarzyć wszędzie- nie wstydźmy
się być stanowczy przy ludziach- nie dajmy dziecku wszystkiego czego zażąda w
miejscu publicznym żeby tylko się uciszyło i nie przykuło uwagi innych. Zasada
to zasada- nie można robić dziecku mętliku w główce, że raz jest tak a raz
inaczej. Jeżeli nauczy się że wśród ludzi może więcej to szybko to zauważy i
będzie wymuszać różne rzeczy w sytuacjach gdy będziemy bali się odmówić, a
potem będziemy bali się zabrać ze sobą dziecko „do ludzi” żeby nie narobiło nam
wstydu. Gdy dziecko nie wie jak ma się zachowywać i to ono zaczyna dyktować
rodzicom co mają robić, powoli staje się małym potworkiem który wymusza wszystko
siłą, brzydko się zachowuje, manipuluje rodzicami, a co najgorsze w tym
wszystkim staje się osamotnione i smutne w środku bo nie ma żadnego ideału za
którym może podążać i jest zdane samo na siebie. Bo skąd ma wiedzieć kto jest
starszy skoro rodzice słuchają jego rozkazów? Maluszek rodzi się bez tych
wszystkich zasad, reguł i nie wie co jest dobre a co złe, to m dorośli musimy
go tego nauczyć żeby mógł się dobrze rozwijać a w przyszłości stanowić
wartościową jednostkę. Może jestem staroświecka, ale wyznaję system kar i nagród
wychowaniu dzieci. Nie mówię tu koniecznie o nagrodach rzeczowych, a na pewno
nie o karach cielesnych. Tak już jest na tym świecie że to te dobre zachowania
są chwalone, a nieprzestrzeganie np. prawa skutkuje sankcjami i karami. Więc
należy nasze dzieci nauczyć jak funkcjonować w takim a nie innym świecie, żeby
być akceptowanym społecznie.
Ech… no a po
etapie buntu już mamy z górki- należy trzymać się wielu zasad wspólnie
ustalonych i wspólnie ich przestrzegać, a potem można czekać już tylko na owoce
swojej pracy i zapłatę- tę najlepszą – uśmiech na buzi dziecka i chęć brania
przez nie z nas przykładu :)