poniedziałek, 21 stycznia 2013

Słoik kontra garnek :)

Czyli co jest lepsze dla dzidziusia- kupowane gotowe posiłki czy dania przygotowywane w domu? Jak wszystkie mamy i dobre nianie wiedzą- dieta maluszka po 4miesiacu życia może być urozmaicana o posiłki nie będące mlekiem. Może a nie musi, bo jeżeli maleństwo ssie pierś to nie jest to wymagane tak wcześnie i wprowadzanie nowych pokarmów można opóźnić o jeszcze 2 miesiące. Ja jednak uważam, że należy urozmaicanie zaczynać jak najwcześniej, żeby nie okazało się iż hodujemy w domu niejadka :) I tutaj mamy dylemat- czy samodzielnie robić jedzonko- czy zdecydować się na słoiki ? Przeanalizujmy najczęstsze plusy i minusy obu wersji.

SŁOICZKI
*szybkość w przygotowaniu
*idealna konsystencja dostosowana do wieku
*dobrze skomponowane smaki
*szeroki wachlarz wyboru
*znakomita selekcja składników jak na przetwórstwo masowe
*warzywa i owoce bardzo dobrej jakości

A minusy:
*nie mamy 100% pewności co znajduje się w środku
*słoiki mają dość długi termin ważności
*nie mamy całkowitej kontroli nad jakością produktów

DOMOWE ZUPKI
*składniki dobieramy same
*mamy kontrolę nad procesem przygotowania
*czas przechowywania zupki jest krótki
*możemy gotować jednocześnie dla siebie większą porcję

Minusy:
*przygotowywanie zabiera cenny czas
*nie zawsze dostajemy w sklepie produkty odpowiedniej jakości
*łatwo możemy pozbawić zupę wartości odżywczych przez nieumiejętne przygotowanie
*należy ciągle pilnować aby urozmaicać menu maluszka

Jak widać wszystko ma swoje dobre i złe strony- i każdy wybór należy dostosować do swojego trybu życia- jeżeli mama nie ma czasu biegać po sklepach ze zdrowa żywnością, na poszukiwaniu dobrych składników na posiłek dla swej pociechy, a już na pewno brakuje go jej na ugotowanie to niech wybierze słoiki. Ja uwielbiam gotować, sprawia mi to wiele radości, ale nie stronie też od słoiczków, również dzieci bardzo je lubią więc nie traktujmy ich jak zło ostateczne :) 

czwartek, 10 stycznia 2013

Musisz mnie słuchać maluchu bo ja jestem druga ciocia..." Czyli jak być dla dziecka autorytetrm, a nie tyranem :)

Cytat w tytule jest autorstwa 4,5 rocznego chłopca, którym opiekowałam się do niedawna, a teraz często chodzę do moich łobuziaków po godzinach :) Akcja rozgrywa się przy niebieskim stoliku podczas kolacji. Chłopcy- czyli większy wcześniej wspomniany i mniejszy 3letni siedzą sobie grzecznie na krzesełkach i chrupią płateczki z mleczkiem :) Nagle młodszy rozrabiaka krzyczy, że chce do łapki auto, na co starszy poważnym tonem odpowiedzialnego brata odpowiada: " Nie możesz. Nie robimy takich rzeczy przy jedzeniu. Musisz się mnie słuchać maluchu, bo ja jestem druga ciocia." Na te słowa maluch zamknął swego słodkiego buziaka, auta już nie chciał i dalej grzecznie jadł kolację :) No i ładnie, okazuje się ze mam małego następcę który delikatnie mnie małpuje :) A tak całkiem serio to byłam dumna w tym momencie, że ta moja cała czteroletnia paplanina nie poszła na marne...
A teraz konkrety :)


Co zrobić żeby taka mała istotka chciała brać z nas przykład, słuchać nas, a może nawet podziwiać i stawiać sobie za autorytet? Jak sprawić żeby dziecko nas słuchało? Pracę trzeba rozpocząć jak najwcześniej- od urodzenia. Nie, nie oznacza to, że mamy mu rozkazywać od kiedy tylko przyniesiemy maleństwo do domu. Oznacza o że wszystkie nasze zachowania i decyzje powinny być w pełni świadome, przemyślane i ku osiągnięciu celu nie poddamy się z błahych powodów. Najważniejszą rzeczą w wychowaniu dziecka jest tworzenie planu dnia- pierwszej próby usystematyzowania życia dziecka. Należy takiemu niemowlaczkowi ustalić rytualny tryb dnia- każda pora powinna być przeznaczona na inne czynności- dzięki temu dziecko przyzwyczai się i będzie miało swobodę przewidywalności dnia przez co będzie się czuło bezpiecznie i spokojnie. Pory obiadku, pory snu czy aktywności nie powinny być chaotyczne i przypadkowe- ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność- nie musimy ciągle patrzeć na zegarek i budzić dzidziusia kiedy smacznie sobie śpi „bo już godzinka jedzonka nastała”. Około 10 miesiąca życia kiedy dzidzia zaczyna już pełzać a potem raczkować wprowadzamy zasady- nie wolno ruszać np. sprzętu domowego czy telefonu mamusi, nie wolno wchodzić ( czyt. pełzać :)) do kosza na śmieci itp. Wszystkiego czego uczymy nasze dziecko trzeba przestrzegać i pamiętajmy nic tak nie działa na dziecko jak dobry przykład ! Jeżeli mamusia mówi- przed jedzonkiem idziemy umyć łapki to trzeba robić to wspólnie- kto z nas by zrozumiał że coś trzeba koniecznie zrobić jeżeli wszyscy dookoła by tego nie robili tylko o tym gadali? :) Pierwsze rytuały, zakazy i nakazy mam za sobą, ale niestety to nie jest już droga z górki…wręcz przeciwnie- nastaje etap tak zwanego- okrytego mroczną tajemnicą terminu „buntu dwulataka”. Ten niechlubny okres zaczyna się jeszcze przed drugim rokiem życia maleństwa a kończy- z praktyki wiem- różnie. Ale nie ma co się bać, jeżeli posiada się odpowiednią wiedzę wszystko przychodzi z łatwością- no oczywiście przy dobrych chęciach. Trzeba trzymać się zasad-
*rodzice są starsi i trzeba się ich słuchać
*rodzice wydają słuszne polecenia których trzeba przestrzegać
*na rodzicach należy polegać, bo są doświadczeni i chcą jak najlepiej dla swojego dziecka
*napady złości i płaczu należy przeczekać, dopiero potem rozpocząć rozmowę
*rozmowa o zachowaniu i uczuciach jest konieczna.
Etap buntu dwulatka charakteryzuje się jak sama nazwa wskazuje buntowniczym zachowaniem dziecka wobec świata, nie oznacza to że nagle słodki bobasek staje się wredną małą istotą której celem jest zatrucie dorosłym życia- chociaż nieraz tak to wygląda. Dziecko około drugiego roku życia zaczyna dokładniej pojmować świat dookoła, zaczyna rozumieć że rządzą nim reguły- zasady i nakazy których niby należy przestrzegać- ale po co? Tego dziecko nie jest w stanie od razu pojąć, podkreśla swą autonomiczność i swój jedyny i niepowtarzalny charakter. Nieustannie chce coś odkrywać, sprawdzać, brać do rąk a przede wszystkim robić to po swojemu. Nie jest ono w stanie zrozumieć dlaczego nie może mieć wszystkiego co znajduje się na sklepowych półkach? Czemu trzeba już iść do domu kiedy na placu zabaw jest tak wesoło? Czemu trzeba jeść te wstrętne warzywa kiedy słodycze są takie smaczne? I wiele wiele wiele innych ... Jak to się wszystko kończy? Krzykiem, kładzeniem się na ziemie, płaczem a czasem samo okaleczeniom- jeżeli dziecko kiedyś słyszało negatywne, obraźliwe słowa ze strony rodziców może teraz odwrócić role i mamusie wyzwać od brzydkich, głupich itp. Jeżeli rodzice szturchali kiedykolwiek lub bili dziecko (tak tak takie rzeczy się zdarzają niewiarygodnie często) to dziecko może taką mamusię uderzyć- np. spoliczkować ( widziałam takie przypadki niestety…) Jak zachować się wobec takiego dziecka- wkurzonego błahym (dla nas) powodem?
*Trzymamy się reguł i zasad wcześniej ustalonych
*Nie reagujemy na płacz wymuszający zmianę naszych postulatów
*Rozmawiamy z dzieckiem spokojnie ale stanowczo
*Uzasadniamy regułę
*Nie reagujemy na histerię, wychodzimy do drugiego pokoju
*Jeżeli mamy takie miejsce gdzie dziecko jest sadzane aby się uspokoiło- zostawiamy je tam żeby się wypłakało
*Nie rozmawiamy z dzieckiem gdy jest w histerii i tak nie słyszy tego co do niego mówmy
*Dajemy dziecku czas na ochłonięcie
*Kiedy przestaje płakać, krzyczeć itp. Zaczynamy rozmowę o tym co się stało.
Ja zawsze po ataku histerii czy demonstracji przez dziecko swych sił, gdy już się uspokoiło i doszło do siebie najpierw podchodziłam do delikwenta i przytulałam. Potem klęcząc przy nim bądź sadzając sobie go na kolanach w miejscu przeznaczonym do wyciszania- czyli w naszym przypadku w kąciku- zaczynaliśmy rozmowę. Mówiłam wtedy zwykle „ Jest mi bardzo przykro i smutno bo przed chwilą zachowywałeś się bardzo brzydko. Nie wolno jest krzyczeć i wymuszać…nie wolno jest bawić się rzeczami dorosłych…” itp. Ważne jest żeby zawsze mówić o uczuciach, to zawsze otwiera drugą jednostkę do nas i wzbudza empatię. Jak chłopcy byli już starsi i umieli mówić też chętnie opowiadali o swoich uczuciach i dlaczego tak brzydko się zachowywali. Takich sytuacji w okresie buntu jest mnóstwo- nie należy się jednak zrażać- jeżeli będziemy mocno przestrzegać zasad to okres ten szybko minie, a dziecko pojmie że świat ma swoje reguły dzięki którym dobrze funkcjonuje A i jeszcze jedno- takie akcje płaczu mogą się zdarzyć wszędzie- nie wstydźmy się być stanowczy przy ludziach- nie dajmy dziecku wszystkiego czego zażąda w miejscu publicznym żeby tylko się uciszyło i nie przykuło uwagi innych. Zasada to zasada- nie można robić dziecku mętliku w główce, że raz jest tak a raz inaczej. Jeżeli nauczy się że wśród ludzi może więcej to szybko to zauważy i będzie wymuszać różne rzeczy w sytuacjach gdy będziemy bali się odmówić, a potem będziemy bali się zabrać ze sobą dziecko „do ludzi” żeby nie narobiło nam wstydu. Gdy dziecko nie wie jak ma się zachowywać i to ono zaczyna dyktować rodzicom co mają robić, powoli staje się małym potworkiem który wymusza wszystko siłą, brzydko się zachowuje, manipuluje rodzicami, a co najgorsze w tym wszystkim staje się osamotnione i smutne w środku bo nie ma żadnego ideału za którym może podążać i jest zdane samo na siebie. Bo skąd ma wiedzieć kto jest starszy skoro rodzice słuchają jego rozkazów? Maluszek rodzi się bez tych wszystkich zasad, reguł i nie wie co jest dobre a co złe, to m dorośli musimy go tego nauczyć żeby mógł się dobrze rozwijać a w przyszłości stanowić wartościową jednostkę. Może jestem staroświecka, ale wyznaję system kar i nagród wychowaniu dzieci. Nie mówię tu koniecznie o nagrodach rzeczowych, a na pewno nie o karach cielesnych. Tak już jest na tym świecie że to te dobre zachowania są chwalone, a nieprzestrzeganie np. prawa skutkuje sankcjami i karami. Więc należy nasze dzieci nauczyć jak funkcjonować w takim a nie innym świecie, żeby być akceptowanym społecznie.
Ech… no a po etapie buntu już mamy z górki- należy trzymać się wielu zasad wspólnie ustalonych i wspólnie ich przestrzegać, a potem można czekać już tylko na owoce swojej pracy i zapłatę- tę najlepszą – uśmiech na buzi dziecka i chęć brania przez nie z nas przykładu  :)